Komunikaty

pagina

Wszystko o odpadach

Pominąłeś menu

menu

Czas działania cz. 2

druga część rozmowy

- Dlaczego więc wciąż nie ma tzw. ustawy metropolitalnej? Klika lat temu powstał jej projekt, co się z nim stało?

- Rzeczywiście projekt pojawił się już 2008 roku, ostateczna konsultowana wersja pochodzi z maja 2009 roku. Minęły więc już ponad dwa lata od tego czasu, kiedy ustawa została zredagowano jako wyraz nowej polityki miejskiej państwa. Ustawa ta przewidywała ciekawe rozwiązania. Należała do nich przede wszystkim możliwość powołania zespołu metropolitalnego, w którego skład wchodziliby wszyscy lokalni przedstawiciele władz samorządowych poszczególnych szczebli. Miała też wprowadzić wspólne studium zagospodarowania przestrzennego, wspólne strategie i wspólne działania w zakresie m.in. transportu czy gospodarki odpadami.  Niestety pierwszą rafą, o jaką rozbił się ten projekt, było to, kto konkretnie miałby tworzyć zespół metropolitalny, czyli o formę organizacyjną aglomeracji. Mankamentem było też wprowadzenie zapisów o udziale zespołów w podatkach. Udział miał być niewielki, prof. Michał Kulesza nazwał ten udział "dodatkiem na cukierki", ale jak samorządy miast i okolicznych gmin o tym się dowiedziały, to wiele z nich chciało tworzyć takie zespoły, choć faktyczne przesłanki nie zawsze na to wskazywały. Działając w myśl schematu, że skoro z funduszy tych miałyby korzystać np. Warszawa i Poznań, to dlaczego nie Rzeszów, Kielce czy Opole? Tymczasem w zamierzeniach pierwotnych ustawa miała być przeznaczona tylko dla kilku obszarów aglomeracyjnych, liczących powyżej 500 tys. mieszkańców.  Miało to być od siedmiu do dwunastu potencjalnych obszarów. Obligatoryjnie obszarem metropolitalnym miały stać się Warszawa, Trójmiasto i Śląsk, a inne regiony fakultatywnie po spełnieniu określonych kryteriów (np. progu demograficznego). Nie osiągnięto niestety w tej kwestii porozumienia. Kolejna rafa dotyczyła tego, kto miałby tym zespołem zarządzać. Chciano oddać te kompetencje w ręce samorządów lokalnych, od razu jednak przeciwko takiemu rozwiązaniu zaprotestowali przedstawiciele samorządów regionalnych, którzy uznali, że powinni to robić marszałkowie województw. Stworzona dla marszałków pozycja miałaby być na równi lub nawet ponad prezydentami, burmistrzami i wójtami. Samorządy lokalne nie zgodziły się, mówiąc, że sami najlepiej znają swoje problemy, a rola marszałków jest inna i nie przystaje do zarządzania aglomeracją. Niestety skutkiem tego sporu było zablokowanie prac nad ustawą metropolitalną. Nie było niestety nikogo, kto by po pilotował tę ustawę i w odpowiednim momencie przeciął niekończące się dyskusje. Pojawiła się natomiast w lutym propozycja prezydenckiej ustawy m.in. o współdziałaniu jednostek samorządowych. Projekt ten idzie w kierunku takim, aby stworzyć ramy dla zespołów metropolitalnych, by mogły one same decydować o sposobie prowadzenia działań w ramach podmiotów aglomeracji. Ten projekt ustawy jest obecnie w konsultacjach, jednak jego szanse na uchwalenie są raczej małe, choć zaangażowanie ze strony Kancelarii Prezydenta jest widoczne.

- Czy to znaczy, że nie ma szans w najbliższym czasie i w takim układzie politycznym jak dzisiaj na uchwalenie przepisów ułatwiających integrację obszarów aglomeracyjnych?

- Mimo generalnie nieciekawej sytuacji w kwestiach legislacyjnych pojawiła się pewna zapowiedź rządu w obszarze metropolii. W maju bieżącego roku Ministerstwo Rozwoju Regionalnego zorganizowało konferencję o nowej polityce miejskiej. W zamierzeniu konsekwencją tej rozpoczętej dyskusji ma być m.in. ustawa metropolitalna, czy także niezwykle istotna ustawa rewitalizacyjna i nowa ustawa o planowaniu przestrzennym. W wyborczych zapowiedziach programowych krajowych partii na ten temat nie ma zbyt wiele. Nadzieja umiera ostatnia, więc trzeba mieć takową, że po wyborach pewne rozwiązania potrzebne dla budowania struktur metropolii będą wcielane w życie. Cały czas należy prowadzić lobbing na rzecz nowoczesnego ustawodawstwa, które znacznie ułatwiłoby budowanie Metropolii Poznańskiej. Jednak generalnie, nie ma co się oglądać na regulacje odgórne, trzeba działać od dołu w tych warunkach, jakie są obecnie i taką decyzję podjęliśmy w Aglomeracji Poznańskiej

- Rzeczywiście istnieje już szereg porozumień międzygminnych zawartych przez Poznań i gminy go okalające. Jak w Pana ocenie na ich przykładzie ta współpraca się układa i jaka w związku z tym jest rola pełniona przez kierowane przez Pana Centrum Badań Metropolitalnych? Czy włodarze mają już wykształconą wystarczającą świadomość metropolitalną, by móc realnie tworzyć organizm Aglomeracji Poznańskiej?

- Jest rzeczywiście sporo związków i porozumień, sęk w tym, że na ogół nie mają one wymiaru aglomeracyjnego, często działają z pominięciem Poznania. To dziedzictwo przeszłości, gdzie myślenie aglomeracyjne nie było jeszcze eksponowane, nie tylko przez włodarzy gminnych, ale także przez miasto Poznań. Na dziś świadomość metropolitalna wśród władz poszczególnych miast i gmin jest już większa, pomału przebija się ona na poziom zarządzających poszczególnymi samorządami. Jeżeli przez kilkanaście lat ktoś myślał tylko kategoriami własnej gminy, to trudno szybko zmienić taki sposób postrzegania rzeczywistości. To jest analogiczne do sytuacji z integracją europejską, gdzie myślenie wyłącznie o własnym państwie po latach integracji zostało uzupełnione o to, że trzeba też brać pod uwagę kontekst europejski. Budowanie świadomości to zadanie na całe pokolenia, nie sprawią tego tylko porozumienia czy wspólne inwestycje. Brak tej świadomości sprawia, że zdarzają się działania instytucji samorządowych, które idą pod prąd dążeniom aglomeracyjnych.

- Jak temu zaradzić, żeby urzędnik czy kierownik jakiejś jednostki administracyjnej podejmował działania i inicjatywy mając na uwadze wspólny interes aglomeracji?

- Nie jest łatwo to zmienić. W uzupełnieniu do dokumentu strategicznego Metropolia Poznań 2020 przygotowujemy, jako Centrum Badań Metropolitalnych, tzw. mapę drogową - instrukcję działań, ażeby urzędnik nawet wysokiego szczebla wiedział, jak ma się zachować, żeby nie zburzyć dotychczasowych porozumień nierozważną decyzją czy nawet wypowiedzią. Bardzo łatwo jest popełnić taki błąd, który może później skutkować niechęcią danej gminy do Poznania czy pozostałych podmiotów Aglomeracji. To jednak tylko część naszej działalności, przeplatającej się z działaniami samorządów.

- Co więc jest tym głównym obszarem działania Centrum, którego pracami Pan kieruje?

- Okres ostatnich 20 lat, to czas sukcesu gospodarczego dzięki samorządności gmin, które mogły przyciągać inwestorów i inwestować w  infrastrukturę, a dzięki temu zachęcać do sprowadzania się na ich tereny nowych mieszkańców. Ale to też niestety okres dezintegracji transportu, wspólnej gospodarki odpadami, ściekami, wspólnego świadczenia usług społecznych. Gminy infrastrukturę budowały w różny sposób, albo prywatyzując niektóre usługi, jak energetyka czy kwestie wodno-kanalizacyjne, albo budując różne porozumienia nawzajem ze sobą. Poznań był niechętny takiej współpracy i gminy widząc "ścianę" ze strony Miasta w niektórych kwestiach, utworzyły porozumienia bez Poznania. W efekcie, kiedy teraz przystępujemy do budowy aglomeracji w sensie polityczno-administracyjnym widzimy, że niektórych rzeczy nie da się już "skleić". Bo jeżeli jakaś gmina jest w związku odpadowym np. z Kościanem czy Jarocinem to ona już nie wróci tak szybko do Poznania, bo tam już jest zakorzeniona. Niektóre z tych działań były dalekie od racjonalności, zwłaszcza te transportowe, ale taki jest stan rzeczy. Samorządowcy widzieli jednak, że nie da się tak dalej rozwijać. Dlatego zaczęto w końcu w 2007 roku polityczny proces budowania aglomeracji. Z inicjatywy starosty poznańskiego i prezydenta Poznania, przy aprobacie wójtów i burmistrzów, podpisano porozumienie o współpracy. Było ono bardzo lekkie w treści, bo przecież na jego bazie ani nie powołano struktury zarządzającej, ani nie przekazano sobie jakichś zadań. Po prostu lokalni liderzy spotkali się przy jednym stole i podjęli decyzję, że trzeba ze sobą współpracować, bo wiele obszarów tego wymaga. W porozumieniu tym wymieniono całe spektrum zagadnień obejmujących współdziałanie, od tego też czasu zaczęły odbywać się spotkania Rady Aglomeracji, kilka razy w roku. To ważne, bo wcześniej nie istniała żadna forma współpracy, która by się tym zajmowała. Ale jej formuła przez lata też się wyczerpała, głównie poprzez brak konkretnych działań.

dalsza część rozmowy

Do góry