Pierwsza część rozmowy z prof. Tomaszem Kaczmarkiem, dyrektorem Centrum Badań Metropolitalnych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.
W jakim miejscu jesteśmy, jeżeli chodzi o istnienie Aglomeracji Poznańskiej? Czy ona już istnieje, czy może dopiero musimy ją stworzyć?
- Jeśli chodzi o samo pojęcie "aglomeracji", tutaj nie ma jednoznacznego określenia czy definicji. W sensie geograficznym aglomerację rozumie się jako obszar wielkomiejski, z dużą gęstością zaludnienia, intensywnie zagospodarowany z wykształconymi różnymi funkcjami produkcyjnymi i usługowymi. Biorąc pod uwagę progi ludnościowe - od kilkuset tysięcy do kilku milionów mieszkańców - mówimy o aglomeracjach krajowych czy światowych. To jest kryterium statystyczne. Ale równie ważne jest kryterium przestrzenno-funkcjonalne, podobny typ zagospodarowania, lokalna gospodarka, a więc i lokalny rynek pracy, wzajemne świadczenie usług oraz potrzebna do tego wspólna infrastruktura. Te funkcje coraz częściej nie zamykają się w obrębie miasta, a w wielu przypadkach już dawno wykroczyły poza jego granice, tworząc właśnie aglomeracje monocentryczne, policentryczne tzw. konurbacje. W tym wymiarze przestrzenno-funkcjonalnym Aglomeracja Poznańska istnieje. Ona zaczęła się kształtować w średniowieczu, jak tylko rozpoczął się proces zamykania miasta w granicach murów miejskich. Powstawały wtedy osady podmiejskie. Po likwidacji murów nowe osady rozwijały się za fortyfikacjami twierdzy i później przejmowały charakter typowo podmiejski (strefa żywieniowa miasta). Niektóre, znane z funkcji rolniczych, przyjmowały także funkcje przemysłowe i mieszkaniowe, jak np. na początku XX wieku Swarzędz czy Luboń. W latach sześćdziesiatych-siedemdziesiątych XX wieku ta aglomeracja kształtowała się już w formie, jaką znamy dzisiaj. Na dobre jednak procesy suburbanizacyjne, czyli "wylewanie się" miasta na obszary podmiejskie, rozpoczęły się w latach dziewięćdziesiatych minionego stulecia. Dzisiaj w sensie przestrzenno-strukturalnym ta aglomeracja jest już ukształtowana. Co to tego nie ma żadnych wątpliwości, miasto i dwa pierścienie gmin go otaczających to łącznie około milion mieszkańców, to już aglomeracja w kategoriach europejskich. Jesteśmy zauważalni w europejskim systemie osadniczym, zajmujemy około pięćdziesiątego miejsca w skali całego kontynentu. To już zobowiązuje na rzecz podjęcia wysiłków w celu większej integracji i kreowania tego obszaru jako jednego organizmu.
- Skoro aglomeracja w zasadzie istnieje, to co chcemy osiągnąć działając na rzecz powołania Aglomeracji Poznańskiej?
- Chcemy, by istniejąca Aglomeracja Poznańska była w sposób skoordynowany zarządzana. Już nie półmilionowy Poznań, ale milionowa aglomeracja powinna koncentrować funkcje, które nazywane są metropolitalnymi. Metropoliami określa się aglomeracje, które mają funkcje o charakterze światowym bądź europejskim, swego rodzaju "nadwyżkę znaczenia". Są one świadczone nie tylko na rzecz środowisk lokalnych i regionu, ale całego kraju i kontynentu, np. funkcje uniwersyteckie, badawcze, technologiczne czy usług wyższego rzędu. Jest to proces na wiele lat, ale on już trwa, Poznań w tym zakresie mogą wspomóc gminy ościenne, gdzie już zlokalizowało się wiele filii firm globalnych lub krajowych, które wzmacniają potencjał aglomeracji. Myśmy przejęli w Polsce kilka lat temu pojęcie metropolii - trochę na wyrost - również na poziom krajowy. Uznaliśmy, że mamy takie ośrodki wzrostu, dysponujące takim potencjałem, że można je nazwać przynajmniej metropoliami o randzie krajowej. I w tym kontekście Poznań jest metropolią, która odgrywa ważną rolę w sieci osadniczej Polski. I pojawiły się już rankingi, w których aglomeracja jako "metropolia" poznańska jest uwzględniana. Musimy pamiętać, że aglomeracji są na świecie setki, jeśli nie tysiące, chodzi o to, aby mieć tę nadwyżkę znaczenia także w wymiarze europejskim. Jeśli będziemy ważnym węzłem komunikacyjnym, drogowym, rozbuduje się lotnisko, uczelnie wyższe staną się jeszcze bardziej międzynarodowe, powstaną nowe centra naukowo-badawcze, nowe klastry, będzie silna produkcja, organizacja imprez kulturalnych i sportowych na poziomie europejskim, to wtedy możemy powiedzieć, że metropolią się staniemy. Przykład - mamy stadion europejski - mogę to stwierdzić, gdyż widziałem stadiony w Hiszpanii, we Włoszech czy w Niemczech. Byliśmy w tej kwestii zaściankiem, wyszliśmy z niego, organizujemy Euro i inne ciekawe wydarzenia. Jesteśmy więc "metropolią w budowie" w wymiarze europejskim, w wymiarze krajowym już nią jesteśmy.
- Jaką rolę odgrywają w tym procesie działania samorządów i instytucji naukowych, takich jak Centrum Badań Metropolitalnych?
- Otóż jest inne jeszcze pojmowanie aglomeracji, które dla nas ma kluczowe znaczenie. Aglomeracji rozumianej jako obszaru zintegrowanego zarządzania, jako wielkomiejski region działania. I tak rozumiana aglomeracja - jako system zarządzania i wspólnego planowania - jest dopiero w powijakach. Praktycznie w większości państw Europy Zachodniej dostrzeżono, że obszary aglomeracyjne wymagają wspólnego zarządzania. W Polsce takie rozumienie aglomeracyjne dopiero się wykluwa. Nie ma bowiem takiego obszaru zarządzania, jak Aglomeracja Poznańska, owszem są różne szczeble zarządzania od gmin, przez miasto Poznań, po powiat i województwo, ale żaden z nich nie obejmuje tego organizmu, którym jest Aglomeracja Poznańska. Nawet jeśli byśmy przyjęli, że funkcję taką pełni Powiat Poznański, to przecież nie obejmuje Miasta Poznań i nie może on integrować działań gmin go tworzących, bo zadania powiatu są zupełnie inne. Brak więc podstaw prawnych do zintegrowanego zarządzania, pozostaje dobra wola, porozumienia i współpraca wszystkich aktorów na "aglomeracyjnej scenie".
- To problem wynikający z aktualnego ustawodawstwa, które wyklucza możliwość łączenia się w związki podmiotów nierównych sobie co do szczebla administracyjnego np. gminy z powiatem. Łączyć się mogą tylko gminy z gminami, powiaty z powiatami itp.
- Zgadza się, możliwa jest współpraca miasta na prawach powiatu z powiatem ziemskim, która chyba w skali Polski najlepiej układa się właśnie w Poznaniu. Powiatu z gminami już nie. Ponieważ taka jest sytuacja prawna, pozostaje konieczność budowania tego zarządzania w sensie politycznym od dołu na zasadach partnerstwa i kultury współpracy. Jest to żmudne i wymaga wielkiej determinacji, bo przecież obejmuje działania nieobligatoryjne. Łatwiej zrozumieć trudy budowy koalicji aglomeracyjnej, kiedy uświadomimy sobie złożoność organów zarządzających podmiotami tej aglomeracji. To silne organy, takie jak Prezydent Poznania oraz Rada Miasta, Starosta i Rada Powiatu, każdy wójt i burmistrz gmin okalających Poznań łącznie z radami miast i gmin, których jest w sumie siedemnaście. Do tego dochodzi także marszałek województwa i administracja rządowa - wojewoda, odpowiedzialni za bieg spraw także na terenie aglomeracji. Aby udało się podjąć jakieś działanie, konieczna jest struktura, która będzie umożliwiała zintegrowane zarządzanie. Na tym etapie poznański obszar metropolitalny jest więc dopiero w budowie, mimo że aglomeracja istnieje w sensie geograficznym i funkcjonalnym, czego dowodem są mieszkańcy. Według socjologa miast Manuela Castelsa tworzą oni tzw. space of flows, czyli przestrzeń przepływów, poprzez to, że np. codziennie jeżdżą do pracy i po usługi do Poznania, albo z Poznania do gmin ościennych. To jeden organizm wielkomiejski, gdzie codzienne życie odbywa się ponad granicami administracyjnym, a jedynym kryterium owych przepływów jest odległość codziennych przemieszczeń i dostępność komunikacyjna odwiedzanych miejsc: zamieszkania, pracy, nauki itp.