Miasto powinno mieć swoją niezależną siłę społeczną

Rozmowa z Andrzejem Białasem - prezesem Stowarzyszenia MY Poznaniacy

- Od maja jest pan prezesem Stowarzyszenia MY Poznaniacy. Jak doszło do tej zmiany? Zgłosił pan sam swoją kandydaturę czy została przez kogoś wysunięta?

- Zakończył się trzyletni okres kadencji Zarządu Stowarzyszenia, a dotychczasowa prezes Arleta Matuszewska nie czuła się na siłach, aby pozostać na tym stanowisku przez następną kadencję i zrezygnowała z kandydowania. O tę funkcję nie chciał ubiegać się również Lech Mergler, który woli zajmować się bezpośrednimi działaniami operacyjnymi i w Zarządzie pełni funkcję sekretarza. Zarząd zwrócił się do mnie z propozycją kierowania Stowarzyszeniem, a ja propozycję przyjąłem. Posłużę się klasycznym już cytatem Lecha Wałęsy - "nie chcem, ale muszem". To jest poważny obowiązek i duża odpowiedzialność. Stojąc na czele takiego stowarzyszenia jak MY Poznaniacy trzeba wykazać się umiejętnością łączenia sprzeczności. Wśród nas są ludzie o rozmaitych światopoglądach, ale jednoczy nas miasto Poznań, we wszelkich jego obszarach działalności. Te indywidualne poglądy nie przeszkadzają nam we współpracy w zakresie spraw dotyczących miasta, w różnych obszarach - zrównoważonego rozwoju, rewitalizacji, kultury, sportu, bezpieczeństwa, komunikacji, działań prospołecznych, no i przede wszystkim działań na rzecz demokracji miejskiej i społeczeństwa obywatelskiego

- Podczas ostatnich wyborów samorządowych w 2010 roku Stowarzyszenie osiągnęło dobry wynik, mimo że nie wprowadziło żadnego przedstawiciela do Rady Miasta. Zaznaczyliście swoją obecność w życiu publicznym Poznania, ale istniejecie już od kilku lat. Jakie były początki?

- Są dwie przyczyny, które spowodowały, że takie stowarzyszenie zaistniało w Poznaniu. Po pierwsze, powstaliśmy na fali protestu przeciwko polityce władz miejskich w zakresie zarządzania miastem. Po drugie, nastąpiła konsolidacja działaczy osiedlowych, którzy zrozumieli, że warto się wspólnie zmobilizować. W 2007 roku trwały prace nad Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta i z różnych obszarów Poznania kierowane były uwagi do tego dokumentu. Początkowo zawiązał się nieformalny ruch - Porozumienie MY Poznaniacy. Zauważyliśmy, że występując jako grupa jesteśmy bardziej słyszalni przez administrację i radnych Poznania. Braliśmy udział w pracach komisji Rady Miasta, gdzie staraliśmy się artykułować nasze uwagi i propozycje. To nas zachęciło do powołania ruchu obywatelskiego. Zaczęliśmy występować do władz Miasta w imieniu mieszkańców i rad osiedli, które nie mają osobowości prawnej. Największe rozczarowanie przeżywałem wówczas, gdy wydawało się, że na komisjach merytorycznie udało się już przekonać radnych do naszych postulatów, a na sesji decydowała o wszystkim dyscyplina partyjna. Między innymi dlatego postanowiliśmy iść do wyborów jako bezpartyjny ruch obywatelski. W efekcie uzyskaliśmy bardzo przyzwoity wynik wyborczy, mimo że nie wprowadziliśmy do Rady swoich przedstawicieli. Stało się tak z powodu ordynacji wyborczej, a nie braku poparcia społecznego. Otrzymaliśmy prawie 10% głosów (15 tysięcy wyborców) w sytuacji, gdy sondaże dawały nam od 1% do 2%. Bardzo dobre były również indywidualne wyniki poszczególnych kandydatów. Głosy mieszkańców potraktowaliśmy jako zobowiązanie, uznaliśmy, że warto kontynuować naszą działalność i spróbować znowu w następnych wyborach. Miasto powinno mieć swoją niezależną siłę społeczną niezwiązaną z żadną partią. Chcemy tworzyć oddolnie społeczeństwo obywatelskie.

- Być może dla takiego ruchu jak wasz korzystniejsze byłyby jednomandatowe okręgi wyborcze.

- Jednomandatowe okręgi także nie są rozwiązaniem. Kluczowy jest system naliczania mandatów. W obecnej ordynacji stosowana jest metoda d'Hondta, premiująca większe ugrupowania. Jest druga metoda, Sainte Laguë, powodująca bardziej proporcjonalny podział mandatów. Kiedy przeliczyliśmy wyniki wyborcze tą drugą metodą wyszło nam, że mielibyśmy 2 lub 3 mandaty. Nam jednak nie chodzi o start w wyborach dla samych mandatów. W tych wyborach udało się wydobyć energię społeczną. Wielu mieszkańców uwierzyło, że można coś zmienić. To jest nowa jakość.

- Dobry wynik osiągnął również wasz kandydat na prezydenta Poznania - Jacek Jaśkowiak. Ostatnio jednak niewiele o nim słychać. Czy nadal związany jest z MY Poznaniacy?

- Jacek Jaśkowiak stanął w szranki z wielkimi tego miasta i osiągnął bardzo przyzwoity wynik wyborczy, lepszy niż na przykład kandydat SLD. Cały czas jest członkiem stowarzyszenia, ale ze względu na obowiązki zawodowe często bywa poza Poznaniem. Dlatego też nie wymagamy od niego aktywności bieżącej.

- Jesienią wybory do Parlamentu. Wystawicie w Poznaniu swoich kandydatów?

- Pojawiają się propozycje dla naszych członków kandydowania do parlamentu, ale nie możemy ich przyjąć. Czujemy się społecznikami związanymi z polityką miejską. Stronimy od wielkiej polityki.

- W takim razie czy rozważacie poparcie jakiegoś kandydata lub ugrupowania?

- Mamy zamiar przygotować zestaw pytań i zadać je politykom kandydującym do Sejmu i Senatu. Będą one dotyczyć zagadnień rozwoju miasta i aglomeracji. Odpowiedzi polityków zbieżne z naszym pojmowaniem troski o miasto opublikujemy na naszej stronie internetowej. Sądzę, że w takiej formie będziemy "promować" program różnych kandydatów, przyjmując jednak ich zobowiązanie w tym zakresie. Nie będziemy popierać ugrupowań politycznych.

- W obecnej Radzie Miasta funkcjonują cztery kluby. Do którego z nich jest wam najbliżej?

- Nie identyfikujemy się z żadnym klubem, natomiast dobrze współpracuje nam się z konkretnymi radnymi. Są to osoby z różnych klubów, które chętnie współpracują z nami w różnych dziedzinach i możemy liczyć na ich przychylność. Są też radni, którzy nas nie lubią.

- Jest pan również radnym osiedlowym. Jak pan ocenia reformę jednostek pomocniczych, która w założeniu daje osiedlom większe kompetencje?

- Rzeczywiście kompetencje rad osiedli przynajmniej teoretycznie są większe, ale trudno jeszcze powiedzieć, jak to będzie w praktyce. W nowym systemie osiedla działają od trzech miesięcy, a to zbyt krótki okres, aby ocenić reformę. Z jednej strony mamy zapewnioną przez Urząd Miasta obsługę administracyjną, ale procedury urzędowe trwają niestety zbyt długo. Jeśli na przykład rada osiedla chce przesłać pismo w jakiejś sprawie, musi ono przejść przez Urząd, co wydłuża jego drogę, a nam zależy, aby szybko reagować na różne potrzeby. Żeby reforma powiodła się, musi zmienić się nastawienie jednostek miejskich do rad osiedli. Trzeba traktować jednostki pomocnicze, jako partnera przy podejmowaniu decyzji o tym, co dzieje się w danym rejonie miasta. Mam na myśli na przykład konsultacje w takich sprawach, jak drogi, komunikacja, rewitalizacja. Jeśli rada osiedla występuje z jakąś propozycją, nie robi tego we własnym imieniu, ale w interesie mieszkańców. Pewnym miernikiem będzie tworzenie planów finansowych, a szczególnie szybkość reakcji jednostek miejskich na zapytania osiedli w kwestii kosztów potencjalnych inwestycji. Na przygotowanie swoich budżetów rady osiedli będą miały kilka tygodni. Jeśli na przykład jakaś rada będzie chciała wybudować 400 metrów chodnika, zwróci się o analizę kosztów do odpowiedniej jednostki miejskiej, w tym przypadku do Zarządu Dróg Miejskich. Szybka odpowiedź jest ważna, aby w terminie opracować projekt planu finansowego. Mamy większe pieniądze, większe wyzwania, ale nie wiemy jak ułoży się współpraca z jednostkami miejskimi. Na naszym Osiedlu Ławica zwróciliśmy się do mieszkańców, aby wskazali najważniejsze potrzeby, na które należy przeznaczyć środki budżetowe. Chcemy, aby to był budżet partycypacyjny.

- W czerwcu odbył się w Poznaniu Kongres Ruchów Miejskich - zjazd stowarzyszeń podobnych do waszego z innych dużych miast. Odnoszę wrażenie, że to jest już wyjście poza Poznań. Próba stworzenia ogólnopolskiego lobby, które naciska już nie tylko na prezydentów miast, ale na Warszawę.

- Kongres pozwolił nam wskazać wspólne problemy miast z punktu widzenia mieszkańców. Uczestnicy wyłonili Zespół Koordynujący, który ma zarządzać dalszym działaniem i efektami pracy tego Kongresu. Tworząc wspólną reprezentację organizacji miejskich, możemy na przykład w sprawie rewitalizacji jechać do Warszawy nie tylko jako MY Poznaniacy, ale jako Kongres Ruchów Miejskich. Kongres pokazał niesamowity potencjał społeczny.

- Przygotowujecie się już do startu w wyborach samorządowych za trzy lata?

- Tak. Nasi wyborcy uczynili z nas reprezentantów ich potrzeb i oczekują, że się od tej odpowiedzialności nie uchylimy.

Rozmawiał Mateusz Malinowski