Rozmowa z radnym Janem Chudobieckim, przewodniczącym Komisji Oświaty i Wychowania Rady Miasta Poznania.
Objął pan funkcję przewodniczącego Komisji Oświaty i Wychowania po tym, jak pański poprzednik na tym stanowisku, Przemysław Foligowski, został dyrektorem Wydziału Oświaty. Nowy dyrektor zapowiada poważne zmiany, między innymi reorganizację sieci szkół, nowe zasady systemu organizacyjnego dla dyrektorów placówek, a także zmiany w samym Wydziale Oświaty. Jak pan ocenia te założenia kierunkowe, jako szef Komisji, która będzie opiniować te projekty?
W ostatnim roku skumulowały się negatywne zjawiska dotyczące poznańskiej oświaty. Wcześniej Wydział Oświaty nie sygnalizował, że potrzebna jest reorganizacja systemu zarządzania szkołami, ale nowy dyrektor wskazuje, że konieczna jest również reorganizacja samego Wydziału. Na pewno czekają nas jeszcze likwidacje niektórych szkół, niestety również zwolnienia wśród nauczycieli, a to z kolei wynika ze zmniejszenia liczby uczniów. Zmiany mogą dotyczyć zwłaszcza liceów, których w latach 90. powstało wiele. Kolejna sprawa to system motywacyjny dla nauczycieli i dyrektorów szkół, który powinien wyróżniać najlepszych pedagogów, bo to ma przecież wpływać na podnoszenie jakości kształcenia. To jeszcze jeden element zapowiadanej reformy. Komisja Oświaty była niedawno w fińskim Jyväskylä. Wybór nie był przypadkowy i nie chodzi o to, że to nasze partnerskie miasto. Finlandia ma jedne z najlepszych wyników, jeśli chodzi o poziom kształcenia dzieci i młodzieży. Z naszych obserwacji, tam na miejscu, wynika, że Finowie starają się w systemie szkolnym przede wszystkim podciągać uczniów, którzy gorzej sobie radzą z nauką.
Czy w takim razie powinniśmy, wzorem Finlandii, skoncentrować się na uczniach, którzy gorzej sobie radzą, czy może inwestować w tych zdolnych, żeby wykorzystać ich potencjał?
To powinno zależy od profilu szkoły. W szkołach podstawowych należałoby raczej kłaść nacisk na wyrównywanie poziomu nauczania. Inaczej może już być w gimnazjach i liceach, gdzie możliwe jest na przykład tworzenie grup z wyróżniających się uczniów, szczególnie uzdolnionych w określonych kierunkach. Zastanawiając się, którą opcję wybrać mam mieszane uczucia. Z jednej strony nie powinniśmy marnować talentów, ale też nie można dopuszczać do sytuacji, w której inni uczniowie, widząc różnicę w poziomie wiedzy, kompletnie zniechęcają się do pracy nad sobą. Trzeba decydować indywidualnie w każdej szkole.
Niektóre szkoły w Poznaniu prowadzone są przez organizacje i instytucje pozarządowe. To uzupełnienie oferty edukacyjnej. A czy takich szkół powinno być więcej?
Szkoły nie prowadzone przez Miasto, ale mające charakter publiczny, gdzie nie płaci się czesnego, prezentują różny poziom, ale większość z nich może pochwalić się dobrymi wynikami. Trzeba zwrócić również uwagę, że w większości tych szkół tych kładzie się duży nacisk nie tylko na wyniki w nauce, ale także na wychowanie młodych ludzi. W Poznaniu takim przykładem mogą być placówki prowadzone przez fundację Familijny Poznań, szkoły zakonne, szkoły społeczne, których uczniowie odnoszą sukcesy w konkursach miejskich. Dobrze, że są takie szkoły, natomiast nie rozwiążą one problemów całej poznańskiej oświaty.
Zmiany zapowiadane przez Urząd Miasta z pewnością wzbudzają spore emocje. Likwidacja szkół na pewno wywoła protesty nauczycieli i rodziców. Jako szef Komisji Oświaty i Wychowania będzie pan starał się być mediatorem, czy raczej opowie się za konkretnym rozwiązaniem?
Zaraz po wyborze na przewodniczącego Komisji powiedziałem, że traktuję swoją funkcję przede wszystkim jako organizacyjną. Przewodniczący nie powinien ukierunkowywać procesu decyzyjnego. Decyzje powinny być wypracowywane przez prezydenta, Urząd Miasta, opiniowane przez Komisję Oświaty, może czasami zmieniane w toku dyskusji. Nie chciałbym być w Komisji tym, który swoim głosem przeważy w jedną lub w drugą stronę.
Pański klub - Poznański Ruch Obywatelski, nazywany również klubem "prezydenckim", do tej pory nie miał swoich przewodniczących w żadnej z komisji Rady Miasta. Był to efekt braku porozumienia z innymi klubami, zaraz na początku kadencji. Czy pański wybór oznacza wyjście z izolacji?
Na pewno źle się stało, że na początku kadencji funkcje w Radzie Miasta zostały rozdzielone z pominięciem naszego klubu, drugiego co do wielkości. Chodzi tu zarówno o przewodniczących komisji, jak i miejsce w prezydium Rady. Demokratyczny obyczaj tego wymaga i szkoda, że o tym zapomniano. Trudno powiedzieć, czy mój wybór na przewodniczącego Komisji jest przełomem.
A do którego z trzech klubów - PO, PiS i SLD - jest wam najbliżej programowo, bo wydaje się, że mimo animozji między PRO a Platformą, to wasze kluby najczęściej głosują zgodnie?
Mam często takie wrażenie, że kiedy rozmawiam z radnymi prywatnie, możemy się porozumieć, ale kiedy zaczyna się oficjalna rozmowa, pojawiają się problemy. Moim zdaniem wynika to z uwarunkowań partyjnych. Nigdy nie byłem w żadnej partii i zawsze uważałem, że należy reprezentować siebie, swoich wyborców i głosować z własnym sumieniem, a nie tak, jak ktoś mi każe. Dobrze współpracuje mi się z tymi, którzy potrafią razem pracować i dążyć do wspólnego celu.
Dziękuję za rozmowę
Rozmawiał Mateusz Malinowski