Dobry zwyczaj, nie pożyczaj - głosi znane powiedzenie. Co jednak zrobić, gdy bez kredytu nie chce nam się domknąć domowy budżet? Specjaliści radzą - trzeba pożyczać z głową.
Jak co roku w okresie przedświątecznym ogromną popularnością cieszą się kredyty "chwilówki", które można otrzymać praktycznie od ręki, ale których spłacenie staje się nierzadko poważnym problemem dla pożyczkobiorcy. Co zrobić, byśmy w czasie świąt nie musieli zastanawiać się, jak spłacić zaciągnięte pożyczki?
Jedynym wyjściem jest świadomość i przemyślane pożyczanie pieniędzy. Mówił o tym na konferencji prasowej w dniu 14 grudnia Tomasz J. Kayser, zastępca prezydenta Poznania. I dodawał, że na specjalnym spotkaniu wielu specjalistów pomagających osobom wpadającym w pułapki kredytowe potwierdziło, że to nadal jest problem.
O tym, że czas konferencji nie jest przypadkowy, mówił też Marek Janczyk, Miejski Rzecznik Konsumentów. To okres świątecznych zakupów, a i reklam, namawiających do zakupów i do zaciągania kredytów jest wokół nas znacznie więcej. - Akcentowana jest w nich szybkość, to, że można dostać taką pożyczkę od ręki, bez zaświadczeń, bez sprawdzania w Biurze Informacji Kredytowej.
Doszło do tego, że BIK-iem straszy się przyszłych pożyczkobiorców. A tymczasem jest to instytucja, w której są zgromadzone bardzo ważne dane, także na temat tego, czy w ogóle będziemy w stanie spłacić zaciągany kredyt. Dzisiaj w bazach BIK-u są dane o 22 mln Polaków. To trzy czwarte dorosłej populacji naszego kraju.
Z tzw. "chwilówkami" związane są różne zagrożenia. Po pierwsze, często są to krótkoterminowe wysokooprocentowane pożyczki. Klienci spieszą się, czytają umowę niedokładnie, albo w ogóle jej nie czytają, a tymczasem często już na jej pierwszej stronie wymienione są warunki, które powodują, że taka pożyczka wcale nie jest korzystna. Przykładowo pożyczenie pieniądzy na 24 proc. nie jest ciężarem nie do udźwignięcia, jeżeli jest to zobowiązanie w skali roku. W "chwilówkach" nierzadko jest jednak inaczej. Ta sama kwota pożyczona na 24 procent, ale w skali tygodnia, staje się już olbrzymim problemem. Do tego dochodzą różne opłaty dodatkowe. Zdarza się, że pożyczamy 600 zł, a musimy odddać 1800 zł!
Na konferencji podano kilka przykładów takich "szybkich" pożyczek. Jeden z klientów zawarł umowę na 30 tys. zł. Już na wstępie okazało się, że zgodnie z jej zapisami do ręki dostał 22,5 tys. Po roku musiał oddać 39 tys. zł, bo firma pożyczkowa doliczyła różnego rodzaju prowizje, opłaty notarialne i sądowe.
Innym poważnym problemem jest wykorzystywanie przez firmy pożyczkowe braku zdolności kredytowej przyszłego klienta i odmawianie mu wypłaty kredytu. Scenariusz takiego działania jest prosty. Klient zawiera umowę pożyczki i wnosi wstępną opłatę - konieczną do dalszego rozpatrywania wniosku. Musi następnie przedstawić zabezpieczenie, by kredyt mógł być wypłacony. Często okazuje się jednak, że taki klient nie ma majątku, a nikt z rodziny i przyjaciół nie chce być żyrantem. Pożyczki w takiej sytuacji nie dostaje, ale nie otrzymuje też zwrotu tej wstępnej opłaty. Wszystko oczywiście zgodnie z zapisami podpisanej przez niego umowy.
Zdarza się, że pożyczkobiorca traci mieszkanie, bo było ono zabezpieczeniem kredytu, którego nie jest w stanie spłacać w terminie.
Co można zrobić, by uniknąć takich sytuacji? - Przede wszystkim sprawdzić wiarygodność firmy, która udziela pożyczki - mówił na konferencji Marek Janczyk. Żyjemy w dobie Internetu i klienci mogą stosunkowo łatwo wyrazić swoją opinię na temat tej czy innej firmy.
Twórcy kampanii społecznej "Nie daj się nabrać. Sprawdź, zanim podpiszesz" radzą jeszcze: policz całkowity koszt kredytu. Dokładnie przeczytaj umowę, a jeśli czegoś nie zrozumiesz, nie podpisuj.
W razie problemów pomocą służą: Miejski Rzecznik Konsumentów oraz Federacja Konsumentów. Zapewniają bezpłatne poradnictwo prawne, pomogą przeanalizować umowę przed jej podpisaniem, udzielają też pomocy prawnej już po zawarciu umowy. (co)