Czy studium zostanie uchwalone na wtorkowej sesji?

Część radnych obawia się, że projekt studium zagospodarowania przestrzennego miasta Poznania zostanie uchwalony na sesji nadwyczajnej zwołanej na wtorek, 15 lipca.

Tak naprawdę sesja ma być dokończeniem poprzedniej, na której nie zostały zrealizowane ostatnie cztery punkty harmnogramu. - Uchwaleni studium owszem, znajdzie się w porządku wtorkowych obrad, ale to czy rzeczywiście podejmiemy prace nad jego uchwaleniem okaże się dopiero na sesji - zapewnia Grzegorz Ganowicz, przewodniczący Rady Miasta. Teoretycznie taka sytuacja może mieć miejsce, jednak zdaniem przewodniczącego, biorąc pod uwagę postawę części radnych, którzy "przeciągają" prace nad jego procedowaniem, raczej nieprędko uda się je uchwalić.

Gdzie się tak spieszymy?

Właśnie taki postulat zlożył na ostatnim posiedzeniu Komisji Polityki Przestrzennej, w czwartek 10 lipca, radny klubu SLD Tomasz Lewandowski. Poparli go m.in. Katarzyna Kretkowska, Beata Urbańska i Ewa Jemielity. Przeciwni byli natomiast Norbert Napieraj, Wojciech Kręglewski i Joanna Frankiewicz. Ostatecznie radni przegłosowali jego wniosek, by na wtorkowej sesji nie rekomendować projektu całej Radzie, ale wyraźnie zaznaczyć, że wymaga on jeszcze wielu spotkań i dyskusji.

- Inna rzecz, że prezentacja przedstawiana nam przez Miejską Pracownię Urbanistyczną jest chaotyczna i zbyt ogólna - mówi radna Katarzyna Kretkowska. - Nie mamy wystraczającej ilości czasu, by osobiście obejrzeć wszystkie tereny o których mowa, dlatego chcielibyśmy chociaż na topograficznej mapie zobaczyć to, o czym tu rozmawiamy - tłumaczyła.

Podobne zarzuty padały również ze strony obecnych na posiedzeniu gości. Niektórzy z nich, z powodu notorycznie przeciągających się obrad, nie mieli szansy wypowiedzieć się już na trzecim z kolei spotkaniu. - Prezentowane części są zbyt obszerne. Dlaczego nie podzielić tego materiału osiedlami, tak aby każdy z nas wiedział kiedy ma się pojawić we własnej sprawie - pytali przedstawiciele Rady Osiedla Podolany. Fragmenty studium dotyczące ich okolicy w czwartek prezentowane były wybiórczo, obok kwestii dotyczących m.in. Sołacza czy Umultowa.

- Strona społeczna czuje się ignorowana, ponieważ niektóre osoby przychodzą na Komisję już od kilku dni inadal nie miały szansy zabrać głosu - mówi Katarzyna Czarnota z Kolektywu Od:zysk i Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów. - Dlaczego omawiamy projekt studium w tak błyskawicznym tempie? Czyżbyśmy byli na wyścigach? - pytała.

250 uwag do zachodniej części miasta

Mimo nieporozumień, MPU udało się zaprezentować uwagi nieuwzględnione przez prezydenta, a odnoszące się do zachodniego krańca Poznania. Mieszkańcy dowiedzieli się stąd m.in., że dolina strumienia Junikowskiego zostanie wyłączona z zabudowy, podobnie jak rejony ul. Gosienieckiego i Świerczewskiej, które zostały zakwalifikowane jako tereny zieleni nieurządzonej. Rejon ośrodka "Kaskada" nad jeziorem kierskim to tereny sportu i rekreacji, natomiast okolice parku sołackiego (ul. Grudzieniec) i parku im. A. Wodziczki (ul. M. Drzymały) przeznaczone są podzabudowę - w pierwszym wypadku jednorodzinną niską, w drugim - usługową i mieszkaniową.

Kto ważniejszy - deweloper czy społeczność lokalna?

Podczas części dotyczącej Sołacza przedstawiciel mieszkańców, Olaf Basiński zaprezentował, jakie korzyści wyniknęłyby dla tej okolicy z pociągnięcia trasy PST na północ, przez obszar dzisiejszego kapusu Morasko. Jak podkreślał, taką wizję popiera również pierwotny projektant trasy szybkiego tramwaju, inż. Zygmunt Nowak.

- Chciałem pokazać, jak projekt studium może zaszkodzić kampusowi na terenie Umultowa - mówił. - Jeżeli miasto zamiast szkoły wpuszcza tu dewelopera, a w otulinie parku buduje Kompostownię, to coś w tym bilansie jest chyba nie tak - uważa.

Podobną prezentację, tym razem dotyczącą parku sołackiego i okolic ul. Pułaskiego, przedstawił również Tomasz Matysiak ze Stowarzyszenia Inicjatyw Społecznych "Ulica". W jego wizualizacji radni mogli zobaczyć jak omawiane obszary wyglądają tu i teraz i jak mogą wyglądać, jeżeli studium w obecnym kształcie weszłoby w życie.

- Jak widzimy, ten teren może zmienić się radykalnie - podkreślał. - Nawet jeśli dopuszczona zabudowa będzie jednorodzinna i niska, deweloper może zechcieć ogrodzić ten teren, powstaną lokalne drogi i zwiększy się tu ruch samochodowy, a w konsekwencji może zabraknąć miejsca dla rowerzystów i spacerowiczów - argumentował.

Mikuła: uchwalenie studium wymaga czasu

Wtorkowa sesja nadzwyczajna została zwołana na wniosek prezydenta Poznania, zatem zgodnie z obowiązującym prawem musi odbyć się w przeciągu siedmiu dni od jego złożenia na ręce Grzegorza Ganowicza. Większość mieszkańców i radnych obecnych na psoiedzeniu Komisji jest oburzona, że uchwalanie studium znalazło się w bieżącym porządku obrad.

- Proszę pamiętać, że to nie studium, a plan miejscowy jest podstawą prawną dotyczącą kształtu realnej zabudowy na terenie Poznania - mówi Maria Mielcarek z MPU. - Zapisy studium mają jedynie stanowicz wytyczne, brane pod uwagę podczas uchwalania szczegółowych planów - dodaje.

Nastroje uspokajał przewodniczący Komisji, Łukasz Mikuła. Jego zdaniem nadmierne przeciąganie procesu uchwalania projektu studium nie przyniesie niczego dobrego, jednak biorąc pod uwagę gorącą temperaturę dyskusji i poziom emocji jakie budzi ten dokument, jest to nieuniknione. - Nie wyobrażam sobie omawiania uwag nieuwzględnionych bez wcześniejszej prezentacji i sądzę, że nawet jeśli na wtorkowej sesji rozpoczniemy procedowanie studium, raczej ne uda nam się zamknąć tej sprawy - podkreślał. (as)