Poznaniaków ubywa

Na stronach Biuletynu publikowaliśmy niedawno prognozy demograficzne GUS-u. Tematem zajęła się także Komisja Rodziny.

Gościem Komisji był dr Krzysztof Szwarc z Katedry Statystyki i Demografii Uniwersytetu Ekonomicznego. Przedstawił on analizę obecnej sytuacji demograficznej Poznania i prognozowanych tendencji. Po drugiej wojnie w Polsce miały miejsce dwa wyże demograficzne. Osoby z pierwszego wyżu są dzisiaj w wieku emerytalnym. Ci z drugiego to obecne pokolenie 40-latków i ten wyż nie wypracował swojego wyżu.

Taka sytuacja dotyczy także Poznania i to w stopniu bardzo dotkliwym. Według danych GUS w 2050 roku Poznań ma liczyć 400 tys. mieszkańców. Bardziej dosadnie sytuację określa dr. Krzysztof Szwarc: "O dodatnim przyroście naturalnym możemy zapomnieć, bo liczba urodzin będzie niższa od liczby zgonów". Aby zapewnić zastępowalność pokoleń, na 1000 kobiet powinno być 2120 urodzeń, a jest w Poznaniu niewiele ponad 1000. Kobiety także coraz później decydują się na urodzenie dziecka. Na spadek liczby ludności ma również znaczny wpływ przenoszenie się mieszkańców do gmin ościennych. Saldo migracji w przypadku Poznania jest dodatnie jedynie w grupie wiekowej 20-29 lat. Wynika to z tego, że w osoby w tym wieku studiują w Poznaniu, następnie po studiach zostają w mieście, zakładają rodziny, ale później przenoszą się za miasto. Przenoszą się oczywiście z małymi dziećmi i tym samym przyczyniają się do "starzenia się" struktury wiekowej Poznania.

Marek Sternalski, przewodniczący Komisji Rodziny zwraca uwagę, że Poznań opuszczają najlepsi podatnicy, osoby w wieku produkcyjnym i ich dzieci. - O ile samorządowi Poznania trudno zmienić ogólnopolskie procesy demograficzne o tyle możemy zachęcać ludzi, aby zostawali w Poznaniu - zauważa Sternalski. - To wiąże się z systemem podatkowym, opieką nad dziećmi w wieku przedszkolnym - dodaje.

Część radnych jako przyczynę ujemnego salda migracji i niskiego przyrostu naturalnego wskazywała dotychczasową politykę miasta. Według radnej Beaty Urbańskiej ci, którzy już wyjechali raczej nie wrócą, bo wybudowali domy, zaciągnęli kredyty. Nieco bardziej optymistycznie patrzy na sprawę radna Małgorzata Dziedzic-Biskupska. - Znam rodziny, które wyprowadziły się za Poznań, ale teraz chcą wrócić - mówi radna. Wynika to m.in. z tego, że osoby te często posyłają dzieci do szkół na terenie Poznania, same też pracują w mieście i codziennie dojazdy dowożenie, odbieranie dzieci jest uciążliwe. W mieści wszystkie te placówki i instytucje są po prostu bliżej. Zdaniem radnej tych ludzi można z powrotem ściągnąć do Poznania pod warunkiem korzystnej i spójnej polityki rodzinnej. (mat)