Zobaczcie, jakie to fajne!

Rozmowa ze współautorami wystawy Nocny Poznań w blasku neonów

Jedni zbierają znaczki, inni grają w szachy, Wy interesujecie się neonami. Skąd ta pasja?
Dominik Ostrowski: Interesować można się wszystkim, także napisami reklamowymi. Trochę działa nostalgia za czasami, których nie doświadczyliśmy, ale myślę, że każdy z nas miał inny impuls. Jeden jara się tym, że płynie przez to prąd, drugi, że świeci na jakiś kolor, a trzeci tym, jak to jest zaprojektowane.
Piotr Bogacz: Mieszkam w Poznaniu od dziecka, dobrze pamiętam wiele działających neonów. Później przerodziło się to w pasję i kolekcjonowanie.
Marcin Grześkowiak: U mnie z kolei uaktywnione jest zbieractwo. Chomikuję stare fotografie, albumy i pocztówki. Interesuje mnie zwłaszcza okres PRL-u, a stąd już niedaleko do zbierania i fotografowania neonów.
Marcin Pałaszyński: Zawodowo zajmuję się projektowaniem, więc w sposób naturalny pociąga mnie typografia, odręczne kroje pism. Zaczęło się od tego, że kilka lat temu zobaczyłem fotografie neonów w internecie, m.in. na blogu Moje neony (blog Marcina Grześkowiaka - przyp. red.). Poczułem chęć sfotografowania tego, co zostało. Sama frajda ze znalezienia kolejnego neonu już jest ogromna.

Kiedy doszło do pierwszego spotkania?
M.G.: Chłopacy skontaktowali się ze mną przez mojego bloga. Kiedy już poznaliśmy Panią Magdalenę Mrugalską-Banaszak z Muzeum Historii Miasta Poznania, wiedzieliśmy, że powstanie z tego wystawa. Pani Magdalena myślała o niej od lat. Koncepcja, choć w nieco innej postaci, była już gotowa.
D.O.: To nie jest tak, że nagle przychodzą magiczni chłopcy i robią wystawę. Okazało się jednak, że mając pięć głów i dziesięcioro rąk, można dużo więcej. I nagle szacowne muzeum, pozornie zapięte pod szyję i pijące wodę ze srebrnej karafki, otwiera swoje podwoje na nas - bandę wariatów - i okazuje się, że to jest strzał w dychę. Chwała mu za to.

Skąd wzięliście neony, które zawisły na wystawie?
P.B.: Dużo jeżdżę po mieście, więc na bieżąco śledziłem neony, które były, i te, które już zdjęto. Pewnego razu jadę z pracy i widzę, że z budynku poczty przy dworcu ściągają neon "Poczta Polska" przy okazji remontu dachu. Rzuciłem wszystko i pojechałem załatwiać go dla nas.
D.O.: Neon ma sens tylko wtedy, kiedy wisi na ulicy. Jeśli jest zamknięty w muzeum i funkcjonuje tylko jako eksponat, to jest to zmarnowana sprawa. Wystawa ma zaledwie trzy miesiące, a składa się z  neonów, które wisiały na ulicy trzydzieści lat! Właśnie z tego powodu nie mogliśmy zdjąć wszystkich. Jeśli tylko rokują na przyszłość, nie zdejmujmy ich. Raczej obudźmy w ludziach świadomość, że to coś, co powinno tam zostać i znów stać się ozdobą ulicy. Jeśli uda nam się wystarczająco głośno zakrzyknąć tą wystawą: "Zobaczcie, jakie to fajne!", może ktoś kiedyś wpadnie na to, żeby ich jednak nie złomować. I tu wchodzi Marcin ze swoją historią...
M.P.: Owszem, prawie mieliśmy neon "Olimp" z dawnego hotelu na Golęcinie. Okazało się, że jakieś trzy tygodnie wcześniej przysłowiowy "pan Mietek" wywiózł go na złom. Pojechałem tam następnego dnia rano, ale okazało się, że zdążyli go już pociąć i wywieźć.

Co było najtrudniejsze podczas kompletowania wystawy?
P.B.: Najwięcej czasu zajęło tłumaczenie ludziom, o co chodzi w naszej inicjatywie i dlaczego tak nam zależy na ich neonach.
M.G.: Bardzo często można spotkać się z brakiem spostrzegawczości, wręcz ignorancją: "Neon? To tu jest jakiś neon?".
M.P.: Z miejsc, w których zostaliśmy odebrani naprawdę miło, wyróżnia się poznańska Rytosztuka, gdzie na hasło "neon" u tamtejszej pani dyrektor pojawił się błysk w oku. Gorzej było na przykład w poznańskim Zakładzie Doskonalenia Zawodowego, gdzie musiałem odbić się od kilku drzwi, aż trafiłem na takie, za którymi ktoś stwierdził: "Dobrze, niech pan zostawi to pismo, odezwiemy się". Na szczęście dotrzymali słowa.
D.O.: Słowo "wystawa" i "muzeum" otwiera wiele drzwi. W Grodzisku Wielkopolskim policja w środę zdejmowała swój neon, w czwartek zadzwoniłem w tej sprawie. Wypożyczyli go nam na wystawę i dołożyli jeszcze jeden z archiwum.

Dlaczego neony zniknęły?
M.G.: W kryzysowych latach 80. były dobrem luksusowym, bez którego można było się obyć. A trzeba wiedzieć, że wyłączony neon po jakimś czasie staje się prawie bezużyteczny. Późniejszy kapitalizm sprawił, że masowo zaczęły pojawiać się dużo tańsze reklamy kasetonowe. Jednym słowem - estetyczny kryzys.

Jak drogi jest neon w utrzymaniu?
M.G.: Samo utrzymanie nie jest drogie, ale jego wykonanie już tak.
D.O.: Zrobienie neonu to nie była łatwa sprawa, zwłaszcza w tamtych czasach. Trzeba mnóstwa pozwoleń i projektów, powieszenie napisu mogło trwać rok albo dwa.

Jak zapalić neon, który już nie świeci?
P.B.: Najpierw trzeba sprawdzić, czy nie jest uszkodzony, np. czy przewody są sprawne. Najczęściej padają transformatory. Jeśli neon długo nie świecił, musi się najpierw rozświetlić. Dla mnie największą zagadką zawsze pozostaje jego pierwotny kolor.
M.P.: Jeśli rurka jest biała, to wypełniona jest luminoforem plus gaz argon, jeśli przeźroczysta, zazwyczaj samym gazem neonem. Neon świeci na czerwono. Argon w kombinacji z luminoforem i rtęcią - na różne barwy.

Dlaczego autorzy neonów często pozostawali anonimowi?
M.G.: Nie do końca tak było, wiemy, kto wykonał te najsłynniejsze. Większość traktowała to jednak jako chałturę.
M.P.: To niewątpliwe dzieła sztuki, choć uważam, że bardziej rozpoznawalni pozostali typografowie, których znaków używano. Przykładowo olbrzymi neon Adrii, który miał trzy piętra wysokości, zaprojektowany przez Andrzeja Kapelę w 1974 roku, znawcom bardziej kojarzy się z Bronisławem Zelkiem - autorem kroju pisma. Ale były też wyjątki, na przykład zlecenia na neonizację fragmentu miasta, jakie dostał Zbigniew Kaja na chociażby część ul. Św. Marcin.

Jaka jest przyszłość neonów?
D.O.: Budzimy się. Pierwsza była Warszawa, dzieje się w Katowicach, we Wrocławiu. Szansa jest w tej chwili znakomita. Jeśli ją przegapimy, nasze neony wylądują w magazynie i zaczną pokrywać się kurzem. Przecież to może być świetny pomysł na rewitalizację jakiejś części miasta.
M.P.: Zrobienie takiego lokalu jak wrocławska galeria NeonSide byłoby mistrzostwem. Są tam neony z całego miasta, ich podwórko i wnętrze są nimi wprost obwieszone.
M.G.: Im się udało i nasza w tym głowa, żeby zrobić w Poznaniu coś podobnego albo jeszcze lepszego.

rozmawiali Anna Solak i Jan Gładysiak