Jednym z podstawowych zadań plastyka miejskiego jest walka z nielegalnymi reklamami w mieście. Efekty jego współpracy z Wydziałem Architektury i Urbanistyki, Powiatowym Inspektorem Nadzoru Budowlanego, Zarządem Dróg Miejskich czy Miejskim Konserwatorem Zabytków są już widoczne.
Listę otwiera sukces z ul. Matyi, z której zniknęła wielkoformatowa nielegalna reklama i jak do tej pory, nie zastąpiła jej żadna inna. Zasłonięta reklamami nie będzie też zachodnia strona budynku dworca PKP, podobną deklarację złożył również dyrektor galerii handlowej Poznań City Center. Ze znajdujących się nieopodal Międzynarodowych Targów Poznańskich jak do tej pory usunięto jedną dużą reklamę przy ulicy Głogowskiej i kilka od strony Bukowskiej. Wszystkie banery zdjęto też z dawnego dworca autobusowego, Galerii Miejskiej Arsenał i letnich ogródków na Starym Rynku oraz ogrodów jordanowskich przy ul. Solnej (pozostał tam tylko 1 baner). Od sierpnia zeszłego roku reklam nie ma też na miejskim stadionie.
- To oczywiście nie wszystkie efekty naszej pracy, a jedynie najważniejsze przykłady. Prace porządkujące miasto wciąż trwają. Jesteśmy w kontakcie między innymi z Wydziałem Gospodarki Nieruchomościami w sprawie zdjęcia tablic wiszących przy Drodze Dębińskiej czy z Wydziałem Historii, z którego chcemy zdjąć wielką reklamę po wyprowadzeniu się studentów na Morasko - zapewnia Piotr Libicki, plastyk miejski.
Docelowo z miasta znikać mają również wszystkie tablice wiszące na wiaduktach i barierkach przejść podziemnych. Zdaniem miejskiego plastyka, potęgują one wrażenie zaśmiecenia i dezorientują kierowców. - Razem z Zarządem Dróg Miejskich całkowicie odstąpiliśmy od takich rozwiązań - tłumaczy.
Według Jerzego Plejera z Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego większość z tych reklam jest nielegalna z budowlanego punktu widzenia. - Najlepszym przykładem nonszalanckiego zachowania jest inwestor z Warszawy, który przy ul. Matyi zamontował wielką, ale prowizorycznie zbudowaną reklamę, stwarzającą zagrożenie dla otoczenia - podaje przykład.
Katarzyna Podlewska z miejskiego Wydziału Urbanistyki i Architektury podkreśla, że walka z nielegalnymi billboardami w mieście trwa od lat, a samo niewydawanie zgody na ich obecność nie wystarczy, bo problem jest zawiły pod względem prawnym. Jak mówi, inwestorzy wykorzystują wszelkie możliwości odwoływania się od takich decyzji. - A my, w przeciwieństwie do inwestorów, musimy działać w zgodzie z prawem - dodaje.
Tylko w tej chwili, toczy się około czterdziestu postępowań dotyczących usunięcia nielegalnych reklam w samym centrum miasta. W tym miesiącu miasto zapowiedziało akcję "Przywracamy porządek w Poznaniu", która rozpocznie się wkrótce, a w czasie której razem z poznaniakami usuwać będzie nielegalne i szpecące plakaty ze słupów. (as)