Pierwotnie przebudowa Sali Wielkiej w Centrum Kultury Zamek miała kosztować 50 mln zł, w tym 19 mln zł z budżetu Miasta, a reszta z dotacji Unii Europejskiej. Okazało się jednak, że koszt sięgnie prawie 62 mln zł, a z kasy miasta trzeba będzie wydać ponad 27 mln zł.
Przyczyny takie stanu rzeczy tłumaczyła dyrektor CK Zamek Anna Hryniewiecka. - W toku prac okazało się, że wiele elementów konstrukcyjnych jest w stanie zagrażającym bezpieczeństwu, stropy, elementy nośne. Tego nie przewidziano w pierwotnym kosztorysie. Takie sytuacje często występują w obiektach zabytkowych i Zamek nie jest odstępstwem od normy - wyjaśniała.
Zwiększenie budżetu tej inwestycji jest niezbędne dla jej dokończenia. Prace są już na finiszu. Radni, którzy mieli zaopiniować wprowadzenie do budżetu dodatkowych 8 mln zł, nie zgodzili się na to. Twierdzili, że taką sytuację można było przewidzieć i należało postawić większe wymagania projektantowi i wykonawcy inwestycji. - Coś tu ewidentnie nie gra - skwitował radny Przemysław Alexandrowicz, a radny Ryszard Franciszek Grobelny pytał miejską konserwator zabytków czy przed przystąpieniem do kosztorysu przeprowadzono badania dotyczące konstrukcji stropów. - Tak, ale badania prowadzone na etapie projektowania nie odpowiedzą nam na wszystkie pytania dotyczące stanu konstrukcji. Zabytki są materią nieprzewidywalną - odpowiadała Joanna Bielawska-Pałczyńska.
Radnemu Juliuszowi Kublowi cała sytuacja skojarzyła się z budową Stadionu Miejskiego. - Tam też dowiadywaliśmy się co jakiś czas, że trzeba jeszcze dopłacić, bo jak nie to inwestycja nie zostanie dokończona. Dlatego nad tą poprawką budżetową nie będę głosował. Nie dam się szantażować - grzmiał radny. Łagodniej do sprawy podszedł radny Szymon Szynkowski vel Sęk - Lepiej skupiajmy się na inwestycjach, które są o wiele bardziej przedrażane, a tych w mieście nie brakuje. Mimo to, podobnie jak większość radnych nie poprał zmian budżetowych. Jedynym, który głosował za był przewodniczący Komisji Antoni Szczuciński, który apelował do radnych, żeby do wtorku przemyśleli jeszcze sprawę. Bez tych pieniędzy zakończenie inwestycji stoi pod znakiem zapytania. - I co ja powiem wykonawcy? - zastanawiała się już w kuluarach Anna Hryniewiecka.