Sukces, który osiągnęliście podczas mistrzostw świata w malezyjskim Kuala Lumpur, dotyczył debaty parlamentarnej, czyli właściwie czego?
Debata parlamentarna to nie debata oksfordzka, jak myśli wielu, choć różnice są niewielkie, to dla kogoś, kto już debatuje od lat, różnice są istotne. Debata oksfordzka to forma ściśle publiczna, gdzie nie ma jasnych kryteriów oceny, ponieważ oceniającym jest publiczność. To jest taka debatancka piaskownica, świetnie od tego formatu zaczynać, żeby się sprawdzić, ale potem z tych warcabów trzeba przeskoczyć na szachy. Debata parlamentarna jest bowiem formatem sportowym, w którym dużo mniej liczy się prezencja, retoryka, a bardziej argument i logiczny rygor. Oczywiście są też zasady co do formy: nie można przerywać przeciwnikowi czy go obrażać, ale co do istoty - w debacie parlamentarnej jest przeniesiony nacisk z samego piękna debatowania na "argumentacyjne mięso". Co ważne, nasze debatowanie parlamentarne nie ma zbyt wiele wspólnego z tym, co robi się w Sejmie.
To, że wielu ludzi, czytając ten wywiad, być może pierwszy raz usłyszy o istnieniu takiej formy rywalizacji, nie będzie zaskoczeniem, bo Polska nie należy do liderów tego typu współzawodnictwa. Skąd więc sukces, który osiągnąłeś wspólnie ze Stanisławem Stefaniakiem jako reprezentacja UAM?
Trzy lata temu na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM funkcjonowało niezbyt dynamicznie koło debat oksfordzkich. Kiedy tam się zjawiłem, szybko okazało się, że poza Poznaniem i Tarnowem w Polsce prawie nie istnieją kluby debat oksfordzkich, mało tego, że właściwie jest to format funkcjonujący tylko w Polsce. Aby przeskoczyć to małe środowisko, zaczęliśmy więc jeździć po turniejach debat parlamentarnych, bo tak naprawdę to właśnie w tym formacie istnieje międzynarodowa rywalizacja, co podkreśla druga nazwa tego sposobu debatowania, czyli world's format. Okazało się, że mam smykałkę do takiego debatowania i po pół roku wygrałem wspólnie z Przemysławem Dąbrowskim mistrzostwo Polski. Natomiast sukces, który osiągnęliśmy ze Staszkiem w tym roku, jest pewnym szokiem, bo polskie środowisko debat parlamentarnych jest naprawdę małe, a tymczasem dwa lata z rzędu Polacy byli w finałach mistrzostw świata, a w tym roku udało się nam wygrać. Jest to naprawdę wielki krok do przodu, widzimy to po liczbie osób, które zaczęły przychodzić na spotkania naszego klubu.
Czy umiejętności, których nabywa się podczas takiej rywalizacji w debatowaniu, mają jakiekolwiek przełożenie na życie codzienne? Czy to nie jest tylko sztuka dla sztuki?
Umiejętności, których uczymy się podczas debaty, można wykorzystać w dziesiątkach dziedzin normalnego życia. Debatantem zostaje się na całe życie. Pierwszą umiejętnością, której musi nabyć debatujący, jest oddzielanie ziarna od plew. Tych słów, które mają znaczenie i jakikolwiek sens, od tych, które są tylko populistycznym biciem piany. Debata jest to jednak przede wszystkim niesamowity trening umysłowy, bo podczas debaty siedzi naprzeciwko ciebie czwórka inteligentnych osób i podczas debaty chcą pokazać, że nie masz racji, i wykazują nielogiczność twoich wypowiedzi, więc pilnujesz się, żeby nie mówić głupot. Ty sam musisz też bardzo dobrze słuchać i analizować wypowiedzi oponentów. To się bardzo przekłada na codzienne życie i tego się uczymy, debatując. Mnóstwo ludzi ma problem ze złożeniem porządnej wypowiedzi i wygłoszeniem jej przed tłumem, dla debatanta to nie jest problem. Dla nas na przykład rozmowa kwalifikacyjna u pracodawcy to nie jest problem. I tego właśnie uczymy na spotkaniach naszego klubu.
Rozmawiał Jan Gładysiak