Początki klubu radnych "Jeszcze więcej dla Poznania" - noszącego obecnie nazwę Poznański Ruch Obywatelski - nie były łatwe. Wystarczy przypomnieć spory o skład prezydium Rady Miasta czy wybór przewodniczących Komisji. Jak Pan wspomina tamten czas?
Muszę przyznać, patrząc przez pryzmat mojej wcześniejszej działalności w Radzie Miasta, że ten czas, kiedy rozpoczynała się obecna kadencja, był najtrudniejszy z dotychczasowych. Jako Komitet Wyborczy Wyborców Ryszarda Grobelnego "Jeszcze więcej dla Poznania" wprowadziliśmy do Rady Miasta ośmiu przedstawicieli. Biorąc pod uwagę to, że nasz komitet został powołany dwa miesiące przed wyborami, osiągnęliśmy naprawdę bardzo dobry wynik. Przerwaliśmy monopol partii politycznych na poznańskiej scenie samorządowej, co było dla nich dużym zaskoczeniem.
Myślę, że od samego początku spotkało się to z pewnym oporem pozostałej części Rady Miasta. Najlepszym tego dowodem był skład prezydium Rady i to, co działo się przy wyborze przewodniczących Komisji. Kiedy zostaliśmy zaproszeni do rozmów na ten temat, okazało się, że właściwie wszystko zostało już ustalone i podzielone. A przecież byliśmy wówczas drugą co do wielkości siłą w Radzie!
Nie przypuszczaliśmy, że ta sytuacja spotka się z tak negatywną reakcją ze strony ugrupowań politycznych. Koalicja z Platformą Obywatelską wydawała mi się wówczas naturalna, takie prognozy pojawiały się już w czasie wieczoru wyborczego.
Jak dzisiaj ocenia Pan współpracę z innymi klubami w Radzie Miasta? Nad wieloma uchwałami klub PRO głosuje tak samo jak Platforma Obywatelska.
Nasz klub kieruje się przede wszystkim względami merytorycznymi, a nie politycznymi. Zawsze popieramy te inicjatywy, które mają na względzie dobre funkcjonowanie naszego miasta. Nie możemy jednak zapominać o odpowiedzialnym podejściu do finansów Poznania. Niejednokrotnie pojawiają się ciekawe propozycje, które jednak nie mają pokrycia w budżecie. Na takie pomysły trudno nam się zgodzić.
W wielu punktach mamy zbieżne z Platformą Obywatelską programy i cele. Myślę, że widać to właśnie po wynikach głosowań.
Trzeba przyznać, że w ostatnim czasie widać pewne ocieplenie wzajemnych relacji. Zaproponowano nam prowadzenie Komisji Oświaty i Wychowania, kiedy jej poprzedni przewodniczący, Przemysław Foligowski, zrezygnował z mandatu radnego, obejmując stanowisko dyrektora Wydziału Oświaty.
Niemniej jednak w prezydium Rady nic się nie zmieniło i raczej nie sądzę, aby cokolwiek do końca tej kadencji miało się zmienić.
W maju minęły dwa lata, odkąd klub radnych "Jeszcze więcej dla Poznania" został przemianowany na "Poznański Ruch Obywatelski". Dlaczego zdecydowaliście się zmienić nazwę?
Cały czas zastanawialiśmy się, w jakiej formule ma funkcjonować nasz klub. Pomyśleliśmy o tym, aby powołać stowarzyszenie, które będzie miało silniejszą formę organizacyjną. I stąd powrót do nazwy, która już kiedyś funkcjonowała. Takie stowarzyszenie wcześniej działało na poznańskiej scenie samorządowej, a my uznaliśmy, że warto je zaktywizować.
Dziś stowarzyszenie Poznański Ruch Obywatelski ma ponad 100 członków. Jego szefem jest Norbert Napieraj. Chcemy działać dla dobra mieszkańców Poznania i zachęcać ich, by przyłączali się do naszych inicjatyw. Widzimy taką potrzebę i to, że wielu z nich chętnie uczestniczyłoby w takich działaniach, ale niezbyt odpowiada im formuła działania stricte partyjnego. Natomiast aktywność samorządowa, jaką my proponujemy, jest moim zdaniem bardziej zachęcająca i bardziej otwarta na różnego rodzaju pomysły ulepszania miasta.
Od kiedy jest Pan przewodniczącym klubu PRO?
Od początku kadencji. Wówczas, w grudniu 2010 roku otrzymałem propozycję przewodniczenia pracom klubu i pełnię tę funkcję po dzień dzisiejszy.
Jakie inicjatywy klubu PRO uważa Pan za najważniejsze?
Działamy kierując się przede wszystkim dobrem miasta i jego mieszkańców. Zdajemy sobie sprawę z tego, że to przez nich zostaliśmy przez wybrani i powołani do Rady Miasta. Unikamy sporów natury politycznej, natomiast bardziej doceniamy działania na rzecz społeczności lokalnych. Warto podkreślić, że prawie połowa członków naszego klubu to są osoby wywodzące się z samorządów pomocniczych naszego miasta. Wiemy, na czym polega praca u podstaw, taka praca organiczna na najniższym szczeblu. I na tych sprawach chcemy się skupiać przede wszystkim.
Zwracamy uwagę na bieżące funkcjonowanie miasta. Może nie ma w tym jakichś spektakularnych i głośnych spraw, ale nasze pomysły bardzo często mają odzwierciedlenie w projektach uchwał, które są przedkładane przez Prezydenta Radzie Miasta.
Wspieramy inicjatywy samorządów lokalnych. Jest wiele pomysłów, które one podejmują, a dzięki którym w Poznaniu lepiej się żyje. Powstają nowe place zabaw, zieleńce, jest coraz więcej zagospodarowanych parków - chcemy także w ten sposób poprawiać jakość życia w naszym mieście.
Bardzo pozytywnie odbierane są przez poznaniaków działania w ramach Poznańskiego Budżetu Obywatelskiego. To jest też wyzwolenie dużego potencjału, który jest w mieszkańcach. Mogłem osobiście przekonać się o tym uczestnicząc w pracach komisji oceniającej wnioski. Oczywiście chciałoby się, aby było ich więcej realizowanych, ale takie, a nie inne są możliwości finansowe miasta.
Ważne jest też wspieranie konsultacji społecznych. Nikt nie ma monopolu na pełną wiedzę i na najlepsze pomysły. To rodzi się w wyniku spotkań i właśnie konsultacji.
Poznaniacy to doceniają?
Oczywiście. Wychodzą ze spotkań wiedząc, że mają wpływ na to, co się dzieje w ich otoczeniu.
Mogę przywołać przykład Łazarza. Jeżeli chcemy ożywić Park Kasprowicza, wybudować nowe boisko, czy poszerzyć plac zabaw, to to jest właśnie to, co mieszkańcy zauważają. Mówią: do tego jesteście powołani. Nie macie się wikłać w polityczne spory, tylko powinniście w racjonalny sposób zarządzać środkami finansowymi. I wydawać je w taki sposób, by mieszkańcom Poznania dobrze się żyło.
Wkrótce rozpocznie się debata nad przyszłorocznym budżetem Miasta. Czy klub PRO będzie chciał zaproponować wpisanie swoich pomysłów do tego dokumentu?
Musimy mieć wszyscy pełną świadomość trudnej sytuacji finansowej miasta. Kiedy zdajemy sobie sprawę, że te wszystkie elementy, które składają się na budżet, nie napawają optymizmem, to nie możemy podejmować decyzji, które nie miałyby swojego pokrycia w finansach. Zgłaszając jakieś nowe zadanie, nie możemy zapominać, że być może trzeba będzie komuś innemu zabrać. To zawsze jest trudna decyzja.
Uważam, że trzeba na budżet patrzeć całościowo. I szukać, czy nie pojawi się na przykład szansa, by w większym stopniu wspierać inicjatywy obywatelskie. Mam na myśli na przykład zwiększenie puli grantowej czy środków zarezerwowanych w budżecie obywatelskim.
Mamy świadomość, że poprawki, które są składane przez inne kluby mają swoje merytoryczne uzasadnienie, natomiast nie ma możliwości finansowych dla ich zrealizowania. W takiej sytuacji pojawiają się pytanie: czy rzeczywiście działamy w imieniu mieszkańców, czy robimy populistyczny plebiscyt? Uważam, że nie możemy, jako radni, zapominać o odpowiedzialności za miasto, za jego finanse.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Cezary Omieljańczyk