Na trzecim już z kolei posiedzeniu Komisji Polityki Przestrzennej w sprawie studium pojawiło się sporo poznaniaków. Spotkanie 11 czerwca przyniosło szereg kolejnych wątpliwości, tym razem z dziedziny zagospodarowania zieleni w mieście.
Alternatywna prezentacja
Fragment studium zaprezentowany w środę przez Marię Mielcarek zakłada szereg zmian, m.in. dopuszczenie zabudowy przy ul. Jaśkowiaka (obszar ten w studium z 2008 roku był uznany za przyrodniczo cenny, ale na mocy decyzji wójtów okolicznych gmin jego kwalifikacja została zmieniona) czy przeznaczenie pod zabudowę jednorodzinną terenów dawnych ogrodów działkowych przy ul. Biskupińskiej.
MPU osobno zaprezentowała kliny i pierścienie zieleni okalające miasto. Okazuje się, że nie są one jednoznaczne z terenami wyłączonymi spod zabudowy i częściowo mogą być zajęte użytkowo.
Mieszkańcy nie zgadzają się na to, zaznaczając, że oczekują bardziej szczegółowych i restrykcyjnych zapisów dla wrażliwych terenów, takich jak parki czy skwery po to, by nie można było interpretować ich jako miejsca pod zabudowę, a Agnieszka Malinowska i Katarzyna Czarnota z Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów i Kolektywu Od:zysk na przykładzie Sołacza przedstawiły wizualizacje błędów, jakie ich zdaniem będą konsekwencją wprowadzenia zapisów planowanego studium.
- To pole do namysłu czy pomysł zabudowy terenu stadionu AZS-u czy doliny Bogdanki z których miasto ostatecznie wycofało się pod koniec maja, ale które były ujęte w studium wyłożonym do wglądu w zimie, nie były przypadkiem "kartą przetargową", do której miasto zechce prędzej czy później wrócić - uczulały.
Realna wartość czy tylko oznaczenie?
Zdaniem Wojciecha Latkowskiego z Rady Osiedla Strzeszyn, podstawowym zadaniem klinów zieleni jest napowietrzanie i oczyszczanie miasta, a każde ich przerwanie powoduje zaburzenie tej funkcji. - Niestety, kiedy patrzę na założenia tego studium widzę, że kliny te są coraz węższe - mówił. Zgadza się z nim dr inż. arch. Elżbieta Raszeja, architekt krajobrazu - Ja również mam sporo wątpliwości czy kliny zieleni w naszym mieście to realna wartość czy tylko barwne oznaczenie na mapie - mówi.
Rozwiązań zawartych w studium broniła Maria Mielcarek, która zaznaczała, że Poznań przyjął koncepcję miasta zwartego (tzw. krótkich odległości), zwłaszcza w kontekście komunikacji miejskiej. - I to niestety czasami wyklucza pozostawianie klinów zieleni bez zabudowy - tłumaczy. Jednocześnie dodaje, że Poznań znalazł się w czołówce polskich miast jeśli chodzi o ilość zieleni w mieście. - Nie licząc ogródków działkowych i parków przypada u nas blisko 174 m.kw zieleni na mieszkańca, podczas gdy standard to 50 m.kw - argumentowała. (as)