Dwie stolice odległe o 300 km. Więcej je łączy czy dzieli? Próbie odpowiedzi na to pytanie "Kronika Miasta Poznania" poświęciła cały tom. Jedno nie ulega wątpliwości: od wieków ruch odbywa się w obu kierunkach. Najpierw w kierunku Warszawy wiódł szlak biskupów i archidiakonów, którzy od wczesnego średniowiecza udawali się do Czerska, stolicy mazowieckiej części diecezji poznańskiej. W tym czasie w tamtym kierunku przenikały też formy dialektu wielkopolskiego, kształtując polski język literacki. W XIX w. wielką falą do Warszawy płynęli jej poznańscy obrońcy w czasie powstania listopadowego. W następnym stuleciu, w maju 1926 r., na odsiecz Warszawie ruszyły poznańskie pułki. Ale ruch odbywał się także w odwrotnym kierunku. Do Poznania na przełomie XIX i XX w. wożono warszawskie towary i otwierano przedstawicielstwa stołecznych fi rm, bo rynek tu był chłonny, a mieszkańcy majętni. W 1920 r. w czasie wojny polsko-bolszewickiej Poznań miał być w przypadku ewakuacji zastępczą stolicą kraju. Przeniesiono tu już część agend rządowych i korpusu dyplomatycznego. Warszawski desant demokratycznej opozycji pojawił się w Poznaniu w latach 70. XX w., by wykładami wspomóc Uniwersytet Latający. Stereotyp mówi, że się nie lubimy. Nie wiadomo, czy warszawiacy nad tym się zastanawiają - my, poznaniacy, na pewno. Czy to kompleks prowincji, czy wyższość wynikająca z historii i dawnej zasobności? Może czas zapomnieć o tym, co nas dzieli, i umacniać to, co nas łączy. Kto wie, czy po lekturze "Kroniki" nie okaże się to całkiem łatwe.
Promocja Kroniki "poznańsko-warszawskiej" odbyła 13 kwietnia w piątek, w Ratuszu, a władze Poznania reprezentował przewodniczący Rady Miasta Grzegorz Ganowicz.